Nie mia­łam wesela. Gdy ktoś przed ślu­bem pytał dla­czego, odpo­wia­da­łam krótko. Nie było czasu przy­go­to­wać. To była prawda, jed­nak to nie była nasza jedyna moty­wa­cja do rezy­gna­cji z imprezy.

A oto moje powody, dla­czego nie chcia­łam wesela.

Ślub nie był mi do szczę­ścia potrzebny. Zarę­czyny chcia­łam, no bo hel­loł pier­ścio­nek;) Ale, ślub? Panie, a na co to komu? W ciąży już po zarę­czy­nach, naczy­ta­łam się jed­nak, jak źle trak­to­wane są kobiety rodzące, gdy nie mają ślubu. Dla mojego spo­koju, spraw­dzi­li­śmy kalen­darz i wybra­li­śmy datę ślubu tak, aby nie koli­do­wała z prze­pro­wadzką, ślu­bem przy­ja­ciółki i wpa­so­wała się w urlop przy­szłego Pana Mło­dego. Pełen roman­tyzm. (A co do szpi­tala oka­zało się to totalną bujdą, ale kto to cię­żar­nej w szale hor­mo­nów wytłu­ma­czy)

Została kwe­stia zapro­szeń. Na początku myśle­li­śmy o małym przy­ję­ciu. Bez tań­cze­nia, bar­dziej komu­nia niż wesele. Jed­nak lista gości rosła w zawrot­nym tem­pie. Zro­zu­mie­li­śmy, że w naszym przy­padku to nie przej­dzie w takiej for­mie jakiej chcemy. Posta­no­wi­li­śmy zabrać rodzi­ców i świad­ków na obiad. Na mie­siąc przed ślu­bem, mia­łam podej­rze­nie mało­wo­dzia. Ślub sta­nął pod zna­kiem zapy­ta­nia. W końcu dosta­łam zie­lone świa­tło, cho­ciaż wesele przy­ja­ciółki musia­łam odpu­ścić.

Czy myślimy o ślu­bie kościel­nym? Tak. Czy będzie po nim wesele? Nigdy w życiu!

Szkoda nam pie­nię­dzy.

Wesele kosz­tuje. Dużo. Nie chcę wyda­wać mnó­stwa pie­nię­dzy na imprezę, na któ­rej mi nie zależy. Gdy bra­li­śmy ślub cywilny mie­li­śmy­ spore wydatki. Wyprawka dla dziecka, urzą­dza­nie miesz­ka­nia. Absur­dem by było bra­nie kre­dytu licząc, że się zwróci.

Na weselu naj­le­piej bawią się goście.

Już nie raz sły­sza­łam opo­wie­ści par mło­dych, że na swoim weselu pra­wie nic nie zje­dli, wódki nie pili i w sumie mimo, że tań­czyli to się nie bawili. No i cią­gle ktoś coś chce, cią­gle coś trzeba robić. A tu zdję­cie, a tu zade­cy­do­wać czy wcho­dzi już tata­rek, a tu z wuj­kiem poga­dać a tam poże­gnać bo ktoś inny wycho­dzi. Bycie gospo­da­rzem nie jest łatwe i nie pisze się na to, zde­cy­do­wa­nie wolę wesele z per­spek­tywy.

Ona tań­czy dla mnie.

Dobór muzyki na wesele to dla mnie czarna magia. Zaw­sze się znaj­dzie ktoś, kto będzie wolał inny rodzaj. Bo jak wesele bez disco polo? (jeżu kol­cza­sty na trzeźwo!) A znowu inni powie­dzą, że co to za wieś pusz­czać Sła­wo­mira i Zenka teraz to tylko kwar­tet jaz­zowy. Jesz­cze się taki nie uro­dził co by wszyst­kim dogo­dził i ja nie zamie­rzam nawet pró­bo­wać się z tym zmie­rzyć.

Ona temu win­na…

Naj­bar­dziej krę­pu­jący moment każ­dych uro­dzin to gdy wszy­scy śpie­wają sto lat a Ty sto­isz jak taki cieć i nie wiesz co z sobą zro­bić. A tu docho­dzą toa­sty, wszyst­kie gorzko i inne przy­śpiewki. Mam gęsią skórkę na samą myśl.

Wujek panny mło­dej

Na każ­dym weselu znaj­dzie się wujek, który musi obtań­czyć wszyst­kie młode. Zaw­sze. Kur­czę, nor­malny czło­wiek zmie­nia się w jakie­goś demona. I nigdy nie wiesz, który to będzie. Jakby im ktoś do wódki coś dosypał. A najgorzej jak już wszyst­kie uciekną, no bo kto wtedy staje się ofiarą? No wła­śnie panna młoda. Ona musi zatań­czyć z każ­dym kto poprosi. Dzię­kuję, posie­dzę.

Bez glu­tenu, bez lak­to­zy…

Uło­że­nie menu, aby każdy miał co jeść teraz gra­ni­czy z cudem. A i tak nasze wysiłki mogą pójść na marne, bo dania dosto­so­wane do pre­fe­ren­cji danej osoby mogą nie tra­fić w gust. Bo co zro­bimy, gdy dla wege­ta­ria­nina zapla­nu­jemy fasze­ro­wane warzy­wami papryki a on nie znosi papryk? Na czole nie ma tego napi­sa­nego. Pomi­jam inne wytyczne. Na swoją osiem­nastkę zapla­no­wa­łam krem z pie­cza­rek. Bo kocham pie­czarki. I oka­zało się, że część gości zupy nie jadła bo nie lubi. Więk­szość tęsk­nie patrzyła za rosoł­kiem, bo na salę docie­ra­li­śmy w zamieci śnież­nej. Tort zro­bi­łam też naj­bar­dziej pod sie­bie jak się dało. Był naj­bar­dziej cze­ko­la­dowy jak się dało. Dla mnie bajka, ale mama suszyła mi póź­niej głowę, że trzeba było zabrać inny bo za słodki i tylko mi sma­ko­wał.

Lista gości.

Wysy­łamy zapro­sze­nia (albo zawo­zimy). Nie możemy ocze­ki­wać, że wszy­scy rzucą wszystko i przy­jadą na nasze wesele. Jedni mają waż­niej­sze plany, innym zdro­wie nie pozwoli a są tacy, któ­rzy będą mieć to w nosie. Po pro­stu. Skoro ślub to naj­waż­niej­szy dzień mło­dej pary dla­czego uważa się, że inny powinni myśleć tak jak oni? Dla gości to też wyda­tek. Trzeba się ubrać, doje­chać, kupić pre­zent lub dać kopertę. Ludzie mogą mieć waż­niej­sze wydatki. A my wynaj­mu­jemy salę na 120 osób i robimy na niej imprezę dla 60.

To moje subiek­tywne odczu­cia odno­śnie wesel. Jeżeli ktoś nie widzi tego w ten spo­sób. Super! Życzę wspa­nia­łej zabawy.

Author: Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *